Czyste Powietrze w cieniu podejrzeń: kontrakty za pół miliarda złotych pod lupą
- Wpis przygotował Grzegorz Brygada
Potrzebujesz pomocy z instalacją grzewczą?
Skontaktuj się z nami, a otrzymasz darmową pomoc lub wycenę naprawienia zaistniałego problemu!
Skontaktuj się terazSłońce ledwo przebija się przez poranne chmury, a ja już z niechęcią patrzę na wieści, które przynosi nowy dzień. Właśnie czytam o kolejnym skandalu związanym z programem „Czyste Powietrze”. Zdawałoby się, że jeśli ktoś ma na celu poprawę jakości powietrza w Polsce, to działa dla dobra nas wszystkich. Ale, jak się okazuje, nie wszystko złoto, co się świeci.
Program za grube miliony
Program „Czyste Powietrze” to nie jest jakaś drobnostka. To machina warta miliardy złotych, której celem jest zmniejszenie emisji zanieczyszczeń poprzez modernizację źródeł ciepła i izolację budynków. Mówimy tutaj o inwestycjach, które mają działać na naszą korzyść. Tyle teorii. Praktyka? Cóż, wygląda na to, że rzeczywistość jest bardziej złożona.
Z ostatnich informacji, które wyciekły z ministerialnych biurek, wynika, że podejrzanie wiele kontraktów zawieranych jest na sumy przewyższające wszelkie normy i zdrowy rozsądek. O jakich sumach mówimy? Pół miliarda złotych. Właśnie tyle poszło na umowy, które na pierwszy rzut oka mają tyle sensu, co śnieg w czerwcu.
Niejasne umowy i jeszcze mniej jasne intencje
Pan Sławek z firmy budowlanej pod Warszawą opowiadał mi kiedyś przy kawie na stacji benzynowej pod Wołominem, że podpisywał umowy na termomodernizację budynków, w których nie przeprowadzono nawet podstawowego audytu energetycznego. Myślałem wtedy, że to jednostkowy przypadek. Teraz okazuje się, że to element większej układanki.
Audyt to nie ozdobnik. To konkretne obliczenia, które określają zapotrzebowanie budynku na energię. EPBD, czyli Dyrektywa w Sprawie Charakterystyki Energetycznej Budynków, wymaga, żeby wszystko było zgodne z normami. A tu mamy umowy, które przypominają bardziej bazarową transakcję niż przemyślaną inwestycję.
Jest wtorek, leje od rana, a ja próbuję pojąć, jak to jest możliwe. Zamiast inwestowania w technologie, które zmniejszają ślad węglowy, kupuje się grunty na papierze, gdzie zamiast pieców klasy 5, rzekomo instalowane są kotły kondensacyjne o sprawności 109%. Tyle tylko, że takich instalacji nikt nigdy nie widział.
Co dalej?
To nie jest pierwszy raz, kiedy program „Czyste Powietrze” trafia pod lupę. Nie oszukujmy się. W Polsce, gdzie normą są korki na Modlińskiej a smog to element krajobrazu, łatwo przymyka się oko na to, co niewygodne. Ile jeszcze będziemy czekać na realne zmiany?
Jeśli mamy wyjść z tej pułapki, potrzebujemy czegoś więcej niż tylko papierowych strategii. Potrzebujemy przejrzystości i audytów, które nie są jedynie formalnością. Inaczej cały ten program to jedno wielkie nieporozumienie, a naszą jedyną szansą na lepsze powietrze będą wciąż opadłe liście na jesieni.
Nie wiem, jak dla Was, ale dla mnie to wystarczający powód, by dalej śledzić ten temat z nieufnością. Może w końcu znajdzie się ktoś, kto pociągnie za odpowiednie sznurki i sprawi, że zamiast kolejnych afer, będziemy mieli czyste powietrze nad głową. Życzę sobie i Wam cierpliwości, bo na zmiany jeszcze poczekamy.
Potrzebujesz pomocy z instalacją grzewczą?
Zadzwoń do Grzegorza Brygady, eksperta ds. montażu i serwisu instalacji grzewczych!
Zadzwoń teraz


0 komentarzy Napisz własny komentarz